PEŁNY CZŁOWIEK

Charakterystykę „pełnego człowieka” przedstawia Rogers na­stępującoJest to człowiek „otwarty na doświadczenie”. Znaczy to, że nie zachodzi w nim nic takiego, czego by do świadomo­ści nie dopuszczał, ani też nie zamyka się na żadne doświad­czenia zewnętrzne. Przeciwieństwem tej orientacji jest obronność, czyli zamykanie się przed pewnymi doświadcze­niami.Jest to człowiek, który potrafi „coraz pełniej żyć w każdym momencie” (Rogers 1959, s. 188). Chodzi o traktowanie każ­dej chwili jako zawierającej nową formę istnienia, nową konfigurację tego, co zewnętrzne, i tego, co wewnętrzne. Jest to możliwe, kiedy człowiek jest „otwarty na doświad­czenie”, kiedy więc nie narzuca nic rzeczywistości, lecz czer­pie z niej. Przeciwieństwem takiego sposobu życia jest sztywna organizacja, nakładanie na rzeczywistość z góry określonych schematów. Jest to człowiek, który ma zaufanie do siebie, do swego organizmu, ma przeświadczenie, że to, co wybiera w każdej życiowej sytuacji, jest maksymalnie satysfakcjonujące. Przeciwieństwem jest w tym wypadku kierowanie się cu­dzymi osądami, cudzymi regułami. To zaufanie wiąże się z faktem, że człowiek zdolny jest do korzystania z wszyst­kich dostępnych mu informacji, że niczego nie wyłącza, ni­czego przed sobą nie ukrywa, a w związku z tym ma moż­ność uwzględnienia w swoich decyzjach wszystkiego, co jest dla niego ważne. Nie znaczy to jednak, że człowiek nie po­pełnia błędów, lecz że jest w stanie swe błędy korygo­wać.

POWIĄZANIE Z CAŁOŚCIĄ

W polu fenomenologicznym pojawiają się więc takie treści, które nie są powiązane z całością. Znaczy to, iż następuje dy- socjacja elementów doświadczenia wewnętrznego. Każdy ele­ment owego pola dąży do urzeczywistnienia, a obrona unie- 1 możliwia zintegrowane działanie całego pola, dlatego zacho- < wanie ulega mniejszej lub większej dezorganizacji. Pojawia się niepokój (napięcie), którego przyczyny są dla podmiotu nie znane.Główną wewnętrzną przyczyną rozstrojenia jednostki, zablo­kowania jej rozwoju i dezadaptacji jest — jak to określa Ro­gers — stan rozbieżności między „ja” a „doświadczeniem”, ściśle biorąc, chodzi o to, że w subiektywnym doświadczeniu jednostki występują takie treści, które, pozostając w niezgo­dzie z „ja”, nie są dopuszczone do świadomości. Rozbieżność ta jest wynikiem asymilowania „warunków własnej wartości”. Dzięki obecności tych warunków różne składniki wewnętrzne­go doświadczenia mają zagrodzony wstęp do świadomości. Terapia, Cktórą proponuje Rogers (1959, s. 226) — i którą sam realizuje — ma za zadanie „rozpuszczenie” owych „warunków własnej wartości”, a dzięki temu zniesienie dysocjacji, znie­sienie introjekcji, powrót do naturalnego, „organizmalnego” wartościowania. Terapia taka, jeżeli jest skuteczna, prowadzi do zmian osobowości, które umożliwiają „stawanie się pełnym człowiekiem” (fully functioning person).

DĄŻENIE DO AKCEPTACJI

W praktyce dziecko — a także dorosły — najczęściej spotyka się z akceptacją warunkową. Jest kochane, aprobowane, cenione, jeśli spełnia określone wymagania swego otoczenia,zaś przestaje być kochane, aprobowane, cenione, jeśli pod ja­kimś względem („myślą, mową lub uczynkiem”) narusza te i wymagania. To doświadczenie prowadzi do uwewnętrznienia ! (do introjekcji) zewnętrznych wartości. Kiedy tak się stanie,człowiek zaczyna sam siebie oceniać z punktu widzenia tego, czy jest w zgodzie, czy też w niezgodzie z tymi „introjektowanymi wartościami”. Zaczyna także poszukiwać pewnych doświadczeń lub unikać pewnych doświadczeń ze względu na j to, iż prowadzą one do’ zwiększenia lub zmniejszenia samo­wi akceptacji. Ta dążność do akceptacji i samoakceptacji jest tak I silna, iż tłumi dążenie do samorealizacji. Na miejsce war- j tościowania „organizmalnego”, a więc oceny zjawisk ze względu na własny rozwój, wchodzi wartościowanie oparte na dą­żeniu do akceptacji. Dążenie do akceptacji i wynikające stąd unikanie pewnych 3 doświadczeń (a chodzi tu nie tylko o unikanie pewnych działań, ale także pewnych myśli i konstatacji dotyczących siebie ’ samego) prowadzi do wytworzenia specyficznych form obrony, polegających na niedopuszczeniu do świadomości tych treści, które są niezgodne z pozytywnie wartościowanym po­jęciem „ja”.

OSTATECZNA AKCEPTACJA

Akceptacja, którą otoczenie społecz­ne okazuje dziecku, może być bezwarunkowa lub warun­kowa.Akceptacja bezwarunkowa to taka, która w jednakowy spo­sób odnosi się do całej osoby dziecka, nie jest więc związana z żadnym warunkiem.Trzeba tu dodać, że myśl Rogersa nie jest w tym wypadku jednoznaczna. W jednym miejscu powiada on, iż aprobata ma dotyczyć „całego pola fenomenologicznego” danej osoby, co należałoby rozumieć w ten sposób, iż wszystkie uczucia, prag­nienia, myśli, dążenia dziecka są jednakowo aprobowane, bez względu na to, czy są to dążenia „dobre czy złe”. W innym jednak miejscu Rogers wprowadza ograniczenie akceptacji, mówiąc, iż rodzice, ceniąc jednakowo przeżycia dziecka, nie­jednakowo cenią jego zachowanie (Rogers 1959, s. 208). Zna­czyłoby to, iż wobec części „pola fenomenologicznego” (uży­wając języka tego autora), tej części, która wiąże się z zew­nętrznym zachowaniem, reguła „bezwarunkowej akceptacji” nie musi obowiązywać. Nie znaczy to, że destruktywne czy agresywne zachowania dziecka nie spotkają się z przeciwdziałaniem. Przeciwdziałanie i to może polegać jednak na uniemożliwianiu tych zachowań, bądź też na komunikowaniu, iż zachowania te sprawiają komuś przykrość, przede wszystkim rodzicom dziecka. Dziecku,zdaniem Rogersa, zależy na tym, by rodzice byli zadowoleni  i dlatego informacja, że jego zachowanie może wywołać przy­krość, będzie działała jako czynnik hamujący to zachowa- ‘ nie.

URZECZYWISTNIENIE DOŚWIADCZENIA

„Urzeczywistnianie doświadczenia” jest przez Rogersa rozu­miane jako tendencja do przeżywania, wykonywania czyn­ności, spełniania pragnień, doznawania określonych oddzia­ływań, zaś urzeczywistnienie tej części doświadczenia, która dotyczy „ja”, czyli „pojęcia ja”, to samourzeczywistnienie (sa­morealizacja).Organizm sam wie, co jest potrzebne do jego „realizacji”, sam jest zdolny do „organizmalnego wartościowania”. Jeżeli czło­wiek kieruje się tylko tym, co mówi jego „natura”, a. więc swym organizmalnym wartościowaniem, wówczas to co czyni, będzie zmierzało do utrzymania i rozwoju organizmu. Przy­kładem może tu być zachowanie małego dziecka, które jest w stanie wybierać taką dietę, jaka wynika z jego rzeczywistych potrzeb. Fakt ten, stwierdzony jeszcze w latach dwu­dziestych (por. Morgan 1956), miałby być argumentem na rzecz tezy, iż człowiek sam z siebie, mocą swych wewnętrz­nych sił wie, co jest mu potrzebne do utrzymania się przy i życiu i rozwoju.Zdolność do trafnej oceny tego, co człowiekowi do utrzymania i rozwoju jest potrzebne, ulega jednak zakłóceniu pod wpły­wem odziaływań otoczenia, przede wszystkim osób wychowu­jących.Przyczyny tego zakłócenia Rogers opisuje w sposób następu- j jący: człowiek ma potrzebę akceptacji. Potrzeba ta jest za­spokajana dzięki postawom osób znaczących, które okazując miłość, troskę, ciepło, szacunek, tworzą klimat niezbędny dla psychologicznego rozwoju.

DĄŻENIA PROSPOŁECZNE JAKO CZYNNIK NATURY LUDZKIEJ

Człowiek jako żywy organizm obdarzony jest właściwą wszystkim żywym istotom tendencją do realizowania zawartych w nim możliwości, do aktywności, która umożliwia jego utrzymanie, umocnienie, ekspansję. Tak jak roślina zdolna jest do tego, by rozrastać się, jak zwierzę rozwija wszystko to, co jest mu potrzebne, aby żyć i rozmnażać się, tak samo i czło­wiek podejmuje aktywność, która utrwala i umacnia (wzma­ga) jego życiowe możliwości (Rogers 1959, 1963). Dążenie do urzeczywistnienia jest, jak twierdzi Rogers, jedynym źródłem motywacji, choć jak wynika z innych wywodów tego autora, istnieją również i inne źródła motywacji, np. potrzeba akcep­tacji (positive regard; por. Rogers 1959, s. 196 i 208).Zasada „dążenia do urzeczywistnienia” obejmuje również i sfe­rę subiektywnego doświadczenia. Wprawdzie przez „doświad­czenie” rozumie Rogers „pole fenomenologiczne podmiotu”, to, co w nim zachodzi w danym momencie i jest potencjalnie dostępne świadomości a więc innymi słowy, to co w języku in­nym można by opisać jako całokształt aktualnych przeżyć (sta­nów psychicznych). Z pozoru wydawałoby się, że chodzi tu o   zjawiska mające krótkotrwały, momentalny tylko byt, ale z innych sformułowań tego autora wynika, że byłby skłonny liczyć się również z istnieniem bardziej stałych elementów. Jedynym takim stałym elementem, nieco dokładniej przez nie­go opisanym, jest „pojęcie ja” — pewna zorganizowana całość (gestalt), obejmująca tę część doświadczenia, która wyróżnia­na jest przez podmiot takimi określeniami, jak:                                          „moje”,„mnie” itp. (Rogers 1959, s. 200).

PLANOWANIE PRZYSZŁOŚCI

Wynika z niego, że planowanie przyszłości, progra­mowanie wychowania, formułowanie kształtu społeczeństwa przyszłości, musiałoby mieć na względzie takie właśnie egoi­styczne cechy „natury ludzkiej”. Bez trudu można zauważyć analogię między regułami, jakie miałyby rządzić stosunkami: człowiek—człowiek oraz człowiek—społeczeństwo, a zasadami obowiązującymi na rynku, czy też, jak to określa Homans, „twierdzeniami elementarnej ekonomii”. Zakładana tu odpowiedniość między cechami ludzkiej natury a właściwościami gospodarki rynkowej prowadzi do niedwuznacznych wniosków, jak powinno być zorganizowane społeczeństwo przyszłości. Jeżeli więc człowiek działa społecznie dla zysku, to tak trzeba zorganizować społeczeństwo, aby można było osiągnąć zysk dając coś innym w zamian.Powstaje jednak pytanie: czy człowiek rzeczywiście działa dla zysku?Zupełnie inaczej wyjaśnia społeczne zachowanie się ludzi psy­chologia humanistyczna, tzw. trzecia siła w psychologii. Określa się ten kierunek jako „trzecią siłę” dla odróżnienia jej stanowiska od stanowisk dwóch głównych trendów współ­czesnej psychologu zachodniej: teorii uczenia się (neobeha- wioryzmu) i psychoanalizy.Psychologia humanistyczna, za której twórców i główne po­stacie uważa się Abrahama Maslowa, Gardnera Murphy’ego oraz Carla Rogersa umieszcza „osobę ludzką i jej doświadcze­nie w centrum swojej uwagi” (Frick 1971, s. 10); chodzi tu o    doświadczenie subiektywne, o fenomenologiczny świat czło­wieka.Dominującymi tematami psychologii humanistycznej są „oso­bisty rozwój jednostki”, jej samorealizacja, czy lepiej — samourzeczywistnienie.

W WIELU SYTUACJACH

W wielu społecz­nych sytuacjach, w których ludzie nie posługują się kryteria­mi pieniężnymi, można również oszacowywać koszty i korzy­ści, a w konsekwencji mówić o zysku lub stracie. I tak jeżeli osoba A załatwia osobie B sprawę, której musi poświęcić go­dzinę czasu, ale w zamian uzyskuje dostęp do bardzo dla niej i atrakcyjnej wartości, na którą gotowa byłaby pracować na­wet pięć godzin, to możemy tu mówić o zysku. Jest też ogrom­na ilość ludzkich działań, których koszty i korzyści nie są mierzone przy pomocy wspólnej skali. Jest to kwestią arbi­tralnego założenia badaczy, że na przykład matka poświęca­ją jąca noce dla chorego dziecka, czy przypadkowy przechodzień narażający życie dla ratowania człowieka napadniętego przez I chuliganów, czy śpieszący na ważne dla siebie spotkanie kie­rowca, który przerywa podróż, aby ratować rannych na dro­dze, uważny i subtelny rozmówca, który dobiera argumenty tak, by nie skrzywdzić i nie urazić młodszego i początkują­cego dopiero kolegi — że ci i wielu innych ludzi, kalkulując t swój koszt i swoją korzyść, uzyskali bilans dodatni i dlatego f zachowali się prospołecznie.Jest sprawą ewidentną, że w większości opisanych tu przy­padków, i w wielu innych, dowodu twierdzenia o dążeniu do i „zysku” przeprowadzić się nie da. Formułowanie więc takiego i stanowiska w formie ogólnotwierdzącej jest kwestią właściwego założenia. Jest to założenie o ważkich implikacjach prak­tycznych.

KONSTRUKCJA TEORII

Czy odnoszą się do ludzi żyjących we wszystkich czasach, czy do ludzi współczesnych? Czy, jeżeli nawet odnoszą się do ludzi żyjących w społeczeństwach współczesnych i dawnych, będą dotyczyć także społeczeństw przyszłości?Konstrukcja przedstawionej teorii sugeruje, że mamy tu do czynienia z wyjaśnieniem uniwersalnym, charakteryzującym ludzką naturę, że opisane reguły dotyczą nie tylko relacji z obcymi, lecz także relacji z przyjaciółmi i członkami rodzi­ny, odnoszą się nie do jakiejś określonej grupy ludzi, lecz do wszystkich, nie tylko współczesnych, lecz i tych, którzy żyli w przeszłości, i tych, którzy narodzą się w przyszłości. Należy jednak stwierdzić, że nie istnieją dowody na popar­cie powyższych tez sformułowanych w tak radykalnej posta­ci. Nie da się ich dowieść nawet dla czasów współczesnych, a co dopiero dla przeszłości lub przyszłości.Co się tyczy czasów współczesnych, to dowód twierdzenia., iż w każdym kontakcie społecznym człowiek dąży do zysku, a, więc do tego, by jego korzyści były większe niż koszty, możliwy byłby do przeprowadzenia tylko wtedy, gdybyśmy posiadali właściwą, a zarazem wspólną miarę jednego i dru­giego (tj. korzyści i kosztów). Czasami takie miary istnieją naprawdę, na przykład kupcy lub przemysłowcy są w stanie ocenić zysk osiągnięty z transakcji, porównując swoje nakła­dy z tym, co za sprzedany towar uzyskali.

WBREW POZOROM

Otóż wbrew pozorom nie jest ono łatwe do udowodnienia. Wprawdzie bez trudu można wskazać szereg przypadków, w których sposób wyjaśnienia przedstawiony powyżej bardzo dobrze przystaje do zaobserwowanych faktów. Zarówno Ho- raans, jak Kelley i Thibaut są w stanie z pomocą tego ro­dzaju koncepcji teoretycznej wyjaśnić wiele faktów ekspery­mentalnych. Gorzej jest już, jeżeli chodzi o ich przewidywa­nie: A. Malewski zwraca uwagę, że pewne opisywane przez Homansa wyniki można ewentualnie wyjaśnić, kiedy się je zna, ale trudno byłoby przewidzieć je z góry (Malewski 1975 s. 436).Opisany tu model zdaje się być także dość bliski doświad­czeniu potocznemu. Zachowanie bardzo wielu ludzi daje się dobrze przewidywać przy założeniu, że to, co robią dla in­nych, uzależnione jest od wielkości korzyści, które mogą od­nieść. Znając korzyści, jakich poszukują, jesteśmy w stanie bez większego błędu przewidzieć, jak się zachowają w sto­sunkach z innymi. Również pewne zjawiska masowe dadzą się w ten sposób przewidywać, na przykład można wpływać na zachowania grup ludzi odpowiednio zmieniając „macie­rze wypłat”; premiując współzawodnictwo indywidualne, moż­na pobudzać do zachowań rywalizujących, a premiując współ­zawodnictwo grupowe — pobudzać współpracę. Stwierdzenie tych wszystkich faktów nie rozprasza jednak wątpliwości. Można bowiem z kolei zapytać: czy wszystkie za­chowania człowieka wobec innych ludzi objaśnimy w ten spo­sób, czy tylko niektóre? Czy wyjaśnienia powyższe odnoszą się do wszystkich ludzi?