ZGODNIE Z MARKSIZMEM

Charakterystyczne jest, że „…zwierzę produkuje tylko pod działaniem bezpośredniej potrzeby fi­zycznej, podczas gdy człowiek produkuje, będąc nawet wol­nym od fizycznej potrzeby i naprawdę dopiero wtedy produ­kuje, gdy jest od niej wolny (…). Przedmiot pracy jest więc uprzedmiotowieniem życia gatunkowego człowieka — czło­wiek …ogląda siebie w stworzonym przez siebie świecie” (Ja­roszewski 1974, s. 207-208).Tę właściwą człowiekowi dążność do samorealizacji podkreśla również Lenin. W Zeszytach Filozoficznych znaleźć można na­stępujące uwagi: „Świadomość człowieka nie tylko odbija świat obiektywny, ale go też tworzy (…), pojęcie (człowiek) jest popędem do zrealizowania się, do nadania sobie przez siebie samego obiektywności w obiektywnym świecie i do urzeczywist­nienia się (spełnienia się)” (Lenin 1956, s. 184-185).Ujęcie marksistowskie, jak widać, zakłada więc dwustronność relacji: człowiek-społeczeństwo. Człowiek, jego osobowość jest wytworem społeczeństwa, ale zarazem społeczeństwo jest wy­tworem człowieką. Ten sposób myślenia przeciwstawia się za­równo traktowaniu istoty ludzkiej, jako danej, jako bytu kreo­wanego przez twórczy akt ducha — tak jak sugeruje to per­sonalizm — jak też przeciwstawia się traktowaniu tej istoty jako wyznaczonej „bez reszty” przez oddziaływania, jakim podlega; tak jak sugerują to różne wersje tzw. mechani- styeznego materializmu, włącznie z jego dobrze znaną na grun­cie psychologii postacią, behawioryzmem.Zgodnie z marksizmem człowiek zależy od obiek­tywnego świata, ale te treści, które otrzy­muje, które go kształtują, przetwarza, tworząc w sobie samym nowe organiza­cje nie redukowane do tego, co przyswoił z zewnątrz.

SIŁA KIERUJĄCA

Rzecz bowiem w tym, że siły kierujące ludzkimi czynnościami zawarte są w samym człowieku, w jego zdolności do tworzenia wizji stanu idealnego i porównywania stanu aktualnego z idealnym. To porównanie odgrywa rolę sterującą w stosun­ku do czynności człowieka. W ujęciu marksistowskim człowiek jest istotą czynną, a jego działalność praktyczna jest podsta­wowym warunkiem tworzenia siebie samego, swej indywi­dualności. Istotą ludzkiej indywidualności jest więc to, co człowiek potrafi stworzyć, to zaś, co tworzy, uzewnętrznia w toku swej praktycznej działalności.Człowiek jednak nie tylko posiada zdolność manifestowania swej indywidualności, ale równocześnie dąży do tego, by 1 tę indywidualność manifestować, innymi słowy — dąży do samorealizacji. Pojęcie samorealizacja (czy samourzeczywistnienie), dość często spotykane w pismach współ­czesnych psychologów, posiada w pismach Marksa znacze­nie szczególne.Marks zwraca uwagę, że człowiek dąży do uzewnętrznienia za­wartych w nim możliwości, tworzących się w toku indywi­dualnego rozwoju. Najpełniejszą formą tego uzewnętrznienia jest ludzka praca — ale nie każda. Praca może odbywać się w warunkach „szczególnie zdeformowanych przez alienację”, może służyć wyłącznie zdobywaniu środków do życia, ale mo­że także stanowić realizację całego bogactwa osobowości, jej zdolności i talentów.

NOWE POKOLENIA

Nowe pokolenia modyfikują to dziedzictwo, odciskając nań | piętno swej twórczości (…). Poszczególne jednostki są więc za­razem „wytworem” historii, jak też w mniejszym czy większym stopniu jej współtwórcą…”.Myśl ta stanowi drugi podstawowy wątek Tez o Feuerbachu. Jeśli bowiem w Tezach 6 i 7 podkreśla Marks zależność oso­bowości człowieka od społeczeństwa, to w tezach 1, 3, 5, 9 11 człowiek przedstawiony jest jako istota czynna, działająca ; praktycznie, społeczeństwo to przekształcająca. Nie można j więc patrzeć na istotę ludzką jako na „bierny zapis” społecznych oddziaływań. Ujęcie marksistowskie zakłada, że człowiek i jest zdolny do transformacji wpływów, jakim podlegał i two­rzenia przedmiotów (materialnych, duchowych), nie będących ! reprodukcją tego, co przejmował od otoczenia. Właśnie wskutek tej zdolności nie jest on po prostu jednostką, lecz indy- ! widualnością i nie tylko odtwarza swoje życie, lecz je również | wytwarza. Analizując w Kapitale proces pracy, Marks (1950, s. 188-189) wskazuje na mechanizm, dzięki któremu to specy-ficznie ludzkie oddziaływanie jest możliwe. Chodzi o to, że i człowiek posiada zdolność wytwarzania w umyśle (idealnie)  wyobrażenia celu i kierowania swymi czynami w taki sposób, aby do realizacji owego celu doprowadzić.Tak więc na gruncie koncepcji marksistowskiej zachowania  człowieka nie można opisać zadowalająco, jak to postuluje behawioryzm w kategoriach S — R (bodźca — reakcji), ani nawet w zmodyfikowanej wersji tejże formuły, tj. wersji S — O —R, gdzie O, to pośredniczące cechy ogranizmu.

PRZESŁANKI ROZWOJU CZŁOWIEKA

Jakich przedmiotów będzie człowiek pragnął dla za­spokojenia swych potrzeb cielesnych, a także jakimi sposoba­mi będzie te przedmioty zdobywał — wszystko to jest w de­cydującym stopniu określone przez kulturę, w której życie ludzkie przebiega, a nie przez wewnętrzną budowę organów ciała. Jeżeli więc obserwujemy sprzeczność między pragnie­niami czy popędami formującymi się na bazie potrzeb cieles­nych a normami i zasadami przyjętymi przez człowieka, to jest to w istocie sprzeczność tkwiąca w samym społeczeństwie, które ma wpływ i na formowanie się popędów, i na formowa­nie się norm Wraz ze zmianą społeczeństwa zmienia się człowiek. Punktem wyjścia rozwoju każdego nad­chodzącego pokolenia są osiągnięcia pokolenia poprzedniego, utrwalone w formie organizacji społeczeństwa, narzędzi i spo­sobów posługiwania się nimi, instytucji społecznych, tradycji kulturowych itp.: „…na każdym szczeblu znajduje się pe­wien rezultat materialny, pewna suma sił wytwórczych, pe­wien historycznie wytworzony stosunek do przyrody oraz osobników jednych do drugich — suma, którą każde pokolenie otrzymuje w spadku po poprzednim (…), do której wprawdzie z jednej strony nowe pokolenie wprowadza zmiany, lecz któjre, z drugiej strony, dyktuje mu swe własne warunki życio­we {…). Ta suma sił wytwórczych, kapitałów i form stosun- jków, którą każde pokolenie zastaje jako coś mu danego, sta- i nowi realną podstawę tego, co filozofowie wyobrażali sobie I jako „substancję” oraz „istotę człowieka” (Marks, Engels ! 1949a, s. 70-71).

MARKSISTOWSKIE UJĘCIE CZŁOWIEKA

Kiedy więc mówimy o „naturze ludzkiej”, to z jednej strony możemy mieć na myśli te cechy, które są wspólne ludziom ja­ko gatunkowi, ale w przeciwieństwie do zwierząt cechy te nie określają, co człowiek robi i jak żyje. Kiedy zaś chcemy mó­wić o tym, ku czemu człowiek zmierza i jak realizuje swoje życie, to nie możemy odnosić się do jakiejś gatunkowej „na­tury”, lecz do zjawiska zmieniającego się historycznie. Inny­mi słowy, natura ludzka w tym rozumieniu, to produkt pro­cesu społeczno-historycznego.Marksistowskie ujęcie człowieka jako istoty społeczno-histo- rycznej różni się zdecydowanie od takiego sposobu myslenia, zgodnie z którym stałe elementy ludzkiej natury deter­minują jej właściwości. Tak na przykład ujęcie psychoanali­tyczne zakłada istnienie w człowieku biologicznie zdetermino­wanych sił, popędów pozostających w konflikcie z narzuco­nymi przez kulturę ograniczeniami. Konflikt ten stanowi me­chanizm napędowy indywidualnego rozwoju i właściwy jest „człowiekowi w ogóle”, a nie człowiekowi określonej epoki. Jest to typowy przykład myślenia ahistorycznego. To, że czło­wiek ma cielesne potrzeby i że dla zaspokajania tych potrzeb powstają takie czy inne psychologiczne mechanizmy, nie prze­sądza jeszcze niczego na temat konkretnych cech tych mecha­nizmów.

NATURA LUDZKA

Punktem wyjścia marksistowskiej analizy człowieka jest fakt, iż człowiek jest pewną cielesną organizacją. „Pierwszym zało­żeniem wszelkich dziejów ludzkich jest oczywiście istnienie żywych ludzkich osobników. Pierwszy stan faktyczny, który należy tu stwierdzić, to cielesna organizacja tych osobników oraz ich stosunek do pozostałej przyrody” (Marks, Engels 1949a, s. 45). Stosunek ten można opisać jako posiadanie po­trzeb i zdolności do podejmowania działań dla zaspokajania 72 tych potrzeb. „Do życia (…) należy przede wszystkim jedzenie picie, mieszkanie, ubranie i jeszcze to i owo inne. Pierw­szym więc czynem historycznym jest wytwarzanie środków do zaspokojenia tych potrzeb, produkcja samego życia ma­terialnego (…)” (Marks Engels 1949a, s. 56). Ale „człowieczeń­stwa”, czyli tego, co specyficznie ludzkie, nie można opisać, wychodząc od analizy cielesnych właściwości człowieka, tego, co mu dała przyroda w formie gotowej. Tak można opisać na­turę zwierząt. Natomiast opis człowieka musi uwzględniać fakt, iż wytwarza on sam siebie w procesie historycznym.O człowieku nie można więc powiedzieć, że jakiś jest, lecz że się staje, a to, ja­kim się staje, nie jest zdeterminowane z góry przez naturalne, odziedziczone po przodkach skłonności. Człowiek osiąga swoje ludzkie właściwości dzięki temu, że żyje w społeczeństwie. Człowiek poza społeczeństwem jest nie do pomyślenia. jako istota ludzka. Stąd też nie można niczego powiedzieć o istotnych cechach człowieka, rozważając go jako „istotę na bezludnej wyspie”. Istota na bezludnej wyspie mia­łaby organizm ludzki, ale nie byłaby ludzką istotą.

STANOWISKO MARKSISTOWSKIE

Mogłoby się wydawać, iż trzy wyżej przedstawione stano­wiska ujmują w sposób wyczerpujący sprawę możliwych przesłanek zachowania prospołecznego. Pierwsze, behawiory- styczne, zakłada, iż człowiek „z natury” troszczy się wyłącz­nie o własne interesy, ale uczy się, wskutek odpowiednich od­działywań, troszczyć o interesy cudze, ponieważ okazuje się to dla niego korzystne. Drugie stanowisko psychologii huma­nistycznej zakłada, iż człowiek „z natury” skłonny jest, aby troszczyć się o interesy innych ludzi nie dla korzyści własnych; jeżeli tak nie czyni, to dlatego, iż owa skłonność została stłu­miona przez negatywne wpływy środowiska. Wreszcie trzecie stanowisko klasycznej psychoanalizy zakłada, że człowiek jest wprawdzie „z natury” egoistyczny, ale dzięki wychowaniu mo­że się stać prospołeczny, z tym, że impulsy egoistyczne będą pozostawać w nieustannym konflikcie z dążeniami prospo­łecznymi.

Psychologia marksistowska nie przyłącza się do żadnego z wy­żej przedstawionych stanowisk. Jej propozycja opiera się na zupełnie innych założeniach. Z punktu widzenia tych założeń przedstawione tu przeciwieństwo między pewną wersją „empi- ryzmu” i „natywizmu” jest bezprzedmiotowe. Wynika to z in­nego rozumienia „natury ludzkiej” w koncepcji marksistow­skiej.

W PRZECIWIEŃSTWIE DO PSYCHOLOGÓW

Jak widać, „człowiek samourzeczywistniający się” jest nie­jako w sposób naturalny człowiekiem prospołecznym — brak tendencji prospołecznych zdarza się, ale rzadko.Przedstawiając tu stanowisko psychologii humanistycznej, nie zamierzamy poddawać ogólnej ocenie tego kierunku, dlatego po­mijamy zarówno problemy, które wiążą się z wieloznacznym językiem opisu, opartym na przenośniach, na luźnych przy­bliżeniach, jak też problemy, które powstają wtedy, gdy pyta się o bazę faktycznie prezentowanych tu przekonań. Nie bę­dziemy także zastanawiać się nad tym, w jakim stopniu uzasadnione jest twierdzenie, iż podstawą opisanych poglądów jest „naturalna” zmiana zachodząca w toku psychoterapii, a nie przeciwnie, że opisane poglądy, uzasadniając określony tok postępowania, doprowadzają do kierunkowych zmian w czło­wieku (a przynajmniej w niektórych ludziach), innymi słowy, że to, co jakoby miałoby być uogólnieniem pewnych sponta­nicznie przebiegających procesów jest, w rzeczy samej, wytwo­rem oddziaływań opartych na z góry przyjętych założeniach. Wszystkie te kwestie pomijamy w tym miejscu, bowiem cho­dzi przede wszystkim o to, aby zdać sobie sprawę, jak psy­chologowie humanistyczni wyobrażają sobie mechanizmy za­chowań prospołecznych. W przeciwieństwie do psychologów o  orientacji neobehawiorystycznej sądzą oni, że człowiek „sam z siebie” jest zdolny do aktywności prospołecznej rozumianej jako bezinteresowna dążność do cudzego dobra. Wprawdzie za­równo Rogers, jak i Murphy poświęcają tej aktywności bar­dzo mało uwagi (por. Murphy 1958), koncentrując się niemal wyłącznie na rozwoju człowieka jako jednostki, ale Maslow zajmuje się nią znacznie szerzej.

OPARCIE KONCEPCJI

Jak widać, koncepcja Rogersa opiera się na starym przeko­naniu naturalistów, sformułowanym w klasycznej formie przez Jana Jakuba Rousseau, iż natura ludzka nie skażona przez kulturę wiedzie człowieka w dobrym kierunku.Ta nienowa myśl ma ten nowy aspekt, iż jest jakoby wypro­wadzona z systematycznej obserwacji zjawisk, które zachodzą w trakcie psychoterapii prowadzonej według zasad określo­nych przez Rogersa mianem Person to Person (człowiek wobec człowieka). Sądzi on, że taki właśnie kierunek przybie­rają te zmiany i że są one spontaniczne, nie wywołane przez jakiś zewnętrzny w stosunku do pacjenta system wartości. Właśnie takie wartości wyłaniają się u pacjenta same przez się (por. Rogers 1967). Pewne ograniczenia tego poglądu spotkać można u innych autorów reprezentujących nurt psychologii humanistycz­nej. Maslow liczy się na przykład z możliwością, iż dla niektórych ; ludzi warunki mające optymalizować rozwój okażą się szkodli­we. Powiada tak: „Wprawdzie dobre warunki mogą sprzyjać } rozwojowi większości, niemniej mogą mieć również efekt ka- | tastrofalny, mogą wywrzeć zły wpływ na pewną, małą część populacji. Wolność i zaufanie ofiarowane osobie autorytarnej mogą wyzwolić u niej złe zachowanie.

WSPÓLNA CECHA

Wspólną cechą tych charakterystyk jest rozpatrywanie „peł­nego funkcjonowania” jako sytuacji, w której człowiek może bez żadnych ograniczeń i zahamowań korzystać ze swego „organicznego wyposażenia”, dostrzegać różnorodne możli­wości działań i wybierać takie, które przynoszą maksimum sa­tysfakcji. Dzięki temu człowiek ma możność „stawania się samym sobą”. Powstaje pytanie, czy tego rodzaju egzystencja nie będzie pro­wadzić człowieka do działań egoistycznych, wrogich, destruk­tywnych. Rogers uważa, że nie. Sądzi on, iż można mieć zau­fanie do ludzkiej natury. „Jeżeli wyzwolimy człowieka od obronności tak, że będzie on otwarty na cały zakres swych własnych potrzeb — powiada Rogers (1961, s. 194) — podob­nie jak na wymagania swego otoczenia i swego społecznego środowiska, to można zaufać, że jego reakcje będą pozytywne, prowadzące naprzód, konstruktywne. Nie musimy zadawać so­bie pytania, kto go usocjalizuje, ponieważ do jego najgłęb­szych potrzeb należy potrzeba afiliacji, komunikowania się z innymi (…). Nie musimy pytać, kto będzie kontrolował jego agresywne impulsy, ponieważ wtedy, gdy stanie się on bar­dziej otwarty na wszystkie swe impulsy, jego potrzeba, aby być łubianym przez innych, i jego tendencja, by dawać uczu­cia innym, staną się równie silne jak impulsy skłaniające do zaatakowania lub do zabrania czegoś dla siebie”.